Powoli otworzyłam oczy.
Byłam w tym samym zaułku tylko, że w innym miejscu.
Siedziałam oparta o ścianę. Zastanawiałam się w jaki sposób się tu znalazłam. Szczerze mówiąc trochę mnie to zdziwiło, ale nie aż tak jak to co zobaczyłam na mojej nodze. Miałam podwiniętą nogawkę i lekko zakrwawiony opatrunek na łydce. Delikatnie odkleiłam plaster, który go przytrzymywał i powoli odwinęłam bandaż. To co pod nim zobaczyłam nieźle mnie zszokowało, a właściwie to czego tam nie zobaczyłam. Noga była już zupełnie zagojona. Nie wiem właściwie jak to możliwe. Rana była dość spora, a teraz...
Teraz nie było już po niej śladu! Ktoś tu musiał być. Ale dlaczego opatrzył mi tylko nogę? Nie mógł mnie po prostu stąd zabrać? I co on do licha z nią zrobił?! Przecież nie mogła się tak sama z siebie zagoić! Musiał coś przy niej majstrować! Tylko co zrobił? Mam tyle pytań, a na żadne nie otrzymam odpowiedzi...
Po chwili przyszła mi do głowy pewna myśl. Skoro moja noga jest już zdrowa, to już chyba będę mogła wstać. Postanowiłam więc wypróbować mój pomysł w praktyce.
Powoli podniosłam się do klęku podpartego, potem ostrożnie postawiłam jedną nogę, drugą i trochę chwiejnie zaczęłam się podnosić. W końcu stanęłam o własnych siłach. Uśmiechnęłam się lekko, tak sama do siebie, po czym zdecydowałam się wyjść z tego zaułku. Chciałam móc mniej więcej określić gdzie się znajduję. Skierowałam krok w kierunku ulicy. Co najlepsze, nie sprawiało mi to już najmniejszego bólu.
Już po chwili stałam na chodniku oddzielającym tę "moją" ślepą uliczkę, od prawdziwej ulicy, na której... o dziwo nie jeździły żadne samochody. Rozejrzałam się dookoła. Wszystkie sklepy, które dostrzegłam były pozamykane. Można by powiedzieć, że w tym miejscu nie było żadnej żywej duszy. Zaczęłam iść wzdłuż ulicy, bacznie przyglądając się okolicy z nadzieją, że coś sobie przypomnę. Niestety nic mi ona nie mówiła.
- To jakaś godzina policyjna, czy co? - mruknęłam pod nosem sama do siebie, nie widząc tu nikogo.
Przechodząc obok jednego ze sklepów, kątem oka dostrzegłam moje odbicie. Cofnęłam się o krok i przyjrzałam mu dokładnie. Miałam na sobie podarte i brudne, ciemne jeansy z prawą nogawką podwiniętą do kolana - to była ta wcześniej zraniona noga - i fiołkowy, także umorusany sweter w czarne pionowe pasy. Spojrzałam trochę niżej na moje stopy. Miałam na nich błękitne upaprane błotem tenisówki. Podniosłam głowę i przyjrzałam się mojej twarzy, na którą opadały niesforne kosmyki błękitnych włosów. Przyglądałam się im przez chwilę, aż w końcu stwierdziłam, iż są one farbowane, ponieważ dostrzegłam lekkie, kruczoczarne odrosty. Chwilę potem spojrzałam głęboko w moje błękitne oczy. Zrobiłam krok bliżej, tak, że od szyby dzieliło mnie kilkanaście centymetrów. Wpatrywałam się intensywnie w moje ślepia. Zupełnie jak zahipnotyzowana, aż nagle wszystko sobie przypomniałam. Całe moje życie w ułamku jednej sekundy.
Teraz już wiem kim jestem!
Mam na imię Racheal.
Byłam w tym samym zaułku tylko, że w innym miejscu.
Siedziałam oparta o ścianę. Zastanawiałam się w jaki sposób się tu znalazłam. Szczerze mówiąc trochę mnie to zdziwiło, ale nie aż tak jak to co zobaczyłam na mojej nodze. Miałam podwiniętą nogawkę i lekko zakrwawiony opatrunek na łydce. Delikatnie odkleiłam plaster, który go przytrzymywał i powoli odwinęłam bandaż. To co pod nim zobaczyłam nieźle mnie zszokowało, a właściwie to czego tam nie zobaczyłam. Noga była już zupełnie zagojona. Nie wiem właściwie jak to możliwe. Rana była dość spora, a teraz...
Teraz nie było już po niej śladu! Ktoś tu musiał być. Ale dlaczego opatrzył mi tylko nogę? Nie mógł mnie po prostu stąd zabrać? I co on do licha z nią zrobił?! Przecież nie mogła się tak sama z siebie zagoić! Musiał coś przy niej majstrować! Tylko co zrobił? Mam tyle pytań, a na żadne nie otrzymam odpowiedzi...
Po chwili przyszła mi do głowy pewna myśl. Skoro moja noga jest już zdrowa, to już chyba będę mogła wstać. Postanowiłam więc wypróbować mój pomysł w praktyce.
Powoli podniosłam się do klęku podpartego, potem ostrożnie postawiłam jedną nogę, drugą i trochę chwiejnie zaczęłam się podnosić. W końcu stanęłam o własnych siłach. Uśmiechnęłam się lekko, tak sama do siebie, po czym zdecydowałam się wyjść z tego zaułku. Chciałam móc mniej więcej określić gdzie się znajduję. Skierowałam krok w kierunku ulicy. Co najlepsze, nie sprawiało mi to już najmniejszego bólu.
Już po chwili stałam na chodniku oddzielającym tę "moją" ślepą uliczkę, od prawdziwej ulicy, na której... o dziwo nie jeździły żadne samochody. Rozejrzałam się dookoła. Wszystkie sklepy, które dostrzegłam były pozamykane. Można by powiedzieć, że w tym miejscu nie było żadnej żywej duszy. Zaczęłam iść wzdłuż ulicy, bacznie przyglądając się okolicy z nadzieją, że coś sobie przypomnę. Niestety nic mi ona nie mówiła.
- To jakaś godzina policyjna, czy co? - mruknęłam pod nosem sama do siebie, nie widząc tu nikogo.
Przechodząc obok jednego ze sklepów, kątem oka dostrzegłam moje odbicie. Cofnęłam się o krok i przyjrzałam mu dokładnie. Miałam na sobie podarte i brudne, ciemne jeansy z prawą nogawką podwiniętą do kolana - to była ta wcześniej zraniona noga - i fiołkowy, także umorusany sweter w czarne pionowe pasy. Spojrzałam trochę niżej na moje stopy. Miałam na nich błękitne upaprane błotem tenisówki. Podniosłam głowę i przyjrzałam się mojej twarzy, na którą opadały niesforne kosmyki błękitnych włosów. Przyglądałam się im przez chwilę, aż w końcu stwierdziłam, iż są one farbowane, ponieważ dostrzegłam lekkie, kruczoczarne odrosty. Chwilę potem spojrzałam głęboko w moje błękitne oczy. Zrobiłam krok bliżej, tak, że od szyby dzieliło mnie kilkanaście centymetrów. Wpatrywałam się intensywnie w moje ślepia. Zupełnie jak zahipnotyzowana, aż nagle wszystko sobie przypomniałam. Całe moje życie w ułamku jednej sekundy.
Teraz już wiem kim jestem!
Mam na imię Racheal.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz